Cała prawda o „cruelty free”, czyli kompleksowy przewodnik po odzwierzęcych składnikach kosmetycznych i etyce ich pozyskiwania.

Chcesz wyglądać młodo i lubisz nowinki kosmetyczne (kto nie lubi?). Oglądasz reklamy, rolki z K-beauty i nieskazitelnymi „glass skin”, słuchasz poleceń koleżanek i …kupujesz.
Być może rzadko interesujesz się tym czy ktoś ucierpiał przy produkcji tego kosmetyku. I nawet jeśli na opakowaniu widnieje deklaracja „Cruelty-Free”, to Twoje sumienie wydaje się być czyste, bo przecież żaden królik ani mysz nie ucierpiały w laboratorium podczas testowania gotowej formuły…
Czy jednak oznacza to, że w trakcie produkcji kosmetyku nie ucierpiało żadne żywe stworzenie? Czy testy laboratoryjne to jedyna forma krzywdzenia zwierząt?
I co naprawdę znaczy „cruelty free”?
Przyznam, że do tej pory sama nie zawsze zwracałam uwagę na składniki odzwierzęce w kosmetykach, zwłaszcza takich jak kolagen czy lanolina, bo przecież nazwy są takie oczywiste i brzmią niewinnie, i na pewno są produkowane z odpadów… Jednak pewnego dnia trafiłam na post w mediach społecznościowych o okrutnym pozyskiwaniu PDRN z wyciskanych na żywca gonad łososi…i postanowiłam zgłębić temat. Czy rzeczywiście takie praktyki mają miejsce?
Konsumenci zazwyczaj utożsamiają symbol skaczącego królika z produktem w pełni etycznym. Tymczasem brak testów laboratoryjnych na zwierzętach na etapie końcowym (co w Unii Europejskiej jest prawnym standardem od 2013 roku) nie wyklucza faktu, że same składniki kosmetyczne mogą być pozyskiwane w sposób wymagający uboju, celowego wywoływania bólu, uszkadzania ciała lub eksploatacji zwierząt.
Za chwilę poznasz brutalne kulisy pozyskiwania niektórych składników odzwierzęcych oraz ich innowacyjne, czyste alternatywy stworzone przez nowoczesną biotechnologię.
Nawet jeśli proces produkcyjny nie kończy się bezpośrednim ubojem, pozyskanie niektórych substancji opiera się na wywoływaniu u zwierząt skrajnego stresu fizjologicznego. Jednym z takich produktów jest śluz ze ślimaka.

Jednym ze składników powstających przy użyciu bólu jest śluz ślimaka, który stał się fundamentem koreańskiej pielęgnacji ukierunkowanej na regenerację i gojenie blizn. Ślimak wytwarza dwa zupełnie różne rodzaje wydzieliny: limozynę – rzadki śluz umożliwiający poruszanie się oraz kryptozynę – gęstą, lepką substancję bogatą w alantoinę, kwas glikolowy, kolagen, elastynę, naturalne antybiotyki oraz witaminy A, C i E. To właśnie ten drugi rodzaj śluzu jest pożądanym składnikiem kosmetyków regeneracyjnych.
Ślimak wydziela kryptozynę w sytuacji zagrożenia lub pod wpływem silnego bodźca drażniącego, traktując ją jako barierę ochronną i własny opatrunek. Aby pozyskać surowiec na skalę przemysłową, hodowle wykorzystują specjalistyczne komory stymulacyjne.
Podczas sesji trwających około 60 minut ślimaki poddawane są opryskom z roztworów słabych kwasów organicznych (np. cytrynowego) połączonych z mgłą wodną lub stymulacji impulsami elektrycznymi o niskim natężeniu. Choć producenci argumentują, że ślimaki po zabiegu wracają do „parków regeneracyjnych”, wielokrotnie powtarzany stres i ból obniżają ich odporność, prowadząc do odwapnienia muszli, powikłań metabolicznych i masowej śmiertelności w populacjach hodowlanych.
Inny taki składnik, to Jad pszczeli (Bee Venom / Melittin), proponowany jako bezinwazyjna alternatywa dla toksyny botulinowej. Jad pszczeli zawiera melitynę – silnie drażniący peptyd, który wywołuje mikrostany zapalne w skórze, stymulując szybki napływ krwi i chwilowe wygładzenie zmarszczek. Nawet jeśli ciągły stan zapalny Cię nie zniechęca, to przeczytaj o pochodzeniu tego składnika.

Pozyskiwanie jadu odbywa się za pomocą szklanych ramek oplecionych drutem pod niskim napięciem, umieszczanych u wylotu ula. Pszczoły wychodzące na zewnątrz dotykają drutów i są rażone delikatnymi impulsami elektrycznymi, co prowokuje reakcję obronną – użądlenie szklanej tafli. Ponieważ gładkie szkło nie zatrzymuje haczykowatego żądła, owad nie traci go natychmiastowo.
Stała stymulacja elektryczna wprowadza cały ul w stan stresu. Pszczoły, chcąc bronić gniazda, poruszają gwałtownie skrzydłami, co doprowadza do drastycznego wzrostu temperatury wewnątrz ula. Gdy parametry urządzeń zbierających zostaną źle dobrane przez hodowcę lub sesje trwają zbyt długo, wycieńczone porażeniami i przegrzaniem owady masowo giną wokół ula.

W luksusowym perfumiarstwie niszowym cywet, to gęsta, piżmowa wydzielina gruczołów okołoodbytowych ssaków z rodziny cywetowatych (Civettictis civetta). Służy jako utrwalacz zapachu.
Surowiec ten jest zeskrobywany łopatkami bezpośrednio z gruczołów żywych zwierząt.
Niestety naturalny cywet pochodzi z ferm klatkowych, których okrucieństwo przewyższa klasyczny chów drobiu. Dzikie cywety są trzymane w ciasnych, drucianych klatkach niewiele większych od nich samych. Aby drastycznie zwiększyć produkcję wydzieliny, zwierzęta poddaje się stałym torturom psychicznym – są celowo straszone hałasem, szczuciem i opukiwaniem klatek prętami. Przerażone zwierzęta wyskrobuje się łyżkami bez znieczulenia. Większość z nich w klatkach popada w obłęd i autoagresję.
Choć nowoczesny przemysł w większości zastąpił go syntetycznym cywetonem, naturalny surowiec wciąż trafia do niektórych perfum niszowych.
Lanolina jest woskiem wydzielanym przez gruczoły łojowe owiec. Pozyskiwanie lanoliny na skalę przemysłową nierozerwalnie łączy się z masową hodowlą owiec w Australii i Nowej Zelandii. Powszechną praktyką w wielu tamtejszych hodowlach pozostaje „mulesing” – wycinanie bez znieczulenia szerokich płatów skóry z okolic pośladków jagniąt, mające zapobiegać muszycy (zakażeniom larwami much). Coraz częściej świadomi konsumenci poszukują jednak surowców oznaczonych certyfikatem „mulesing-free”.
Druga grupa składników to surowce, których pozyskanie jest nierozerwalnie połączone z uśmierceniem zwierzęcia. Wiele z nich funkcjonuje w branży pod niewinnymi nazwami handlowymi.
Warto jednak przyjrzeć się, jak jest naprawdę.
Nadal większość ludzi na świecie spożywa mięso, ryby i produkty odzwierzęce, ale co się dzieje, kiedy popyt przerasta podaż i odzwierzęce surowce kosmetyczne potrzebne do produkcji kosmetyków wymagają uruchomienia niezależnych hodowli?

PDRN ( (Sodium DNA / Polideksyrybonukleotydy) to absolutny przebój kosmetyczny ostatnich czasów.
Polideksyrybonukleotydy są drobnymi fragmentami kwasów nukleinowych, które przyśpieszają syntezę kolagenu i regenerują komórki skóry. Internet aż huczy od spektakularnych efektów. Skąd pochodzi ten składnik opisany niewinnym skrótem?
Mlecz rybi, czyli nasieniowody i dojrzałe jądra samców łososia, charakteryzuje się wyjątkowo wysoką gęstością materiału DNA. Tkanki te są pozyskiwane jako produkt uboczny w rzeźniach przemysłowych podczas patroszenia ryb odłowionych w celach spożywczych. Jądra uśmierconych osobników są rozcinane, a następnie poddawane zaawansowanej ekstrakcji laboratoryjnej oraz hydrolizie enzymatycznej w celu wyizolowania czystego kwasu nukleinowego o pożądanej długości łańcucha.
Niektóre źródła podają, że nieoficjalnie PDRN bywa pozyskiwany także z pstrąga tęczowego, który często jest hodowany tylko dla pozyskiwania tego składnika. Nikt jednak nie mówi, w jak drastycznych warunkach przebywają ryby. Wielu producentów nie umie powiedzieć, czy materiał do produkcji PDRN jest pobrany od ryb żywych czy martwych. Na szczęście wiele firm produkuje roślinne zamienniki, o czym napiszę na końcu.
O tym, co naprawdę wpływa na kondycję skóry niezależnie od składu kosmetyku, piszemy w artykule o naturalnym odmładzaniu twarzy.
Nie mylcie go z roślinnym skwalanem przez „a”. Skwalen odzwierzęcy to lipid pozyskiwany z oleju wątrobowego rekinów głębinowych, których odławianie bywa bardzo mało humanitarne…
Statki przetwórcze stosują wielokilometrowe liny z tysiącami haczyków opuszczane na głębokość 1000 metrów. Wyciągniętego z wody rekina często rozcina się żywcem od brzucha do głowy, wycina wątrobę, a wciąż żywego, okaleczonego rekina wyrzuca się z powrotem do oceanu, gdzie zwierzę tonie i umiera w męczarniach na dnie.
Choć proceder ten („shark livering”) jest surowo zakazany w Unii Europejskiej, na wodach międzynarodowych i w krajach pozbawionych restrykcyjnych kontroli nadal ma miejsce.

Karmin to intensywnie czerwony barwnik powszechnie stosowany w różach do policzków, pomadkach i cieniach do powiek.
Kto jednak czyta etykietę pomadki, która napisana jest tak drobnym drukiem, że żadna lupa nie pomoże?
Karmin produkowany jest przez samice owadów z gatunku czerwiec kaktusowy (Dactylopius coccus).
Zbiór owadów z kaktusów odbywa się ręcznie przy użyciu ostrych pędzli lub noży. Następnie żywe owady wrzuca się do wielkich sit nad parę wodną, piecze w piecach lub suszy na słońcu. Wyprodukowanie 1 kg czystego barwnika wymaga uśmiercenia od 70 000 do 150 000 owadów, a rocznie dla przemysłu kosmetycznego i spożywczego zabija się od 40 do 80 miliardów samic koszenili.

Jedwab jest ceniony głównie w kosmetykach do włosów za swoje właściwości wygładzające. Nici jedwabne pozyskuje się z kokonów gąsienic jedwabnika morwowego.
Aby uzyskać zaledwie 1 kg surowego jedwabiu, uśmierca się poprzez ugotowanie we wrzątku lub upieczenie żywcem w piecach około 6 000 do 10 000 poczwarek jedwabnika zamkniętych w kokonach.
Przy pielęgnacji włosów warto też sprawdzić, które powszechne przekonania im szkodzą.
Pozostałe składniki (chociaż na pewno nie wymieniłam wszystkich), to olej z norek i emu, będące produktem ubocznym ferm futrzarskich czy ekstrakt z łożyska krowiego lub owczego jako odpad z uboju i porodów w chowie przemysłowym.

Świadomość konsumentów i restrykcyjne kryteria wyznaczane przez certyfikaty etyczne (np. The Vegan Society, Leaping Bunny) wymusiły na producentach kosmetycznych stworzenie odpowiedników, które przewyższają oryginalne surowce odzwierzęce etycznym pozyskiwaniem i gwarantują skuteczność formuły.
Szukając roślinnych zamienników w kosmetykach, możesz mieć pewność, że powstają bez cierpienia zwierząt, a ich działanie przynosi rezultaty, których potrzebujesz.
Jakich roślinnych zastępników szukać w składach?
Wyekstrahowany w drodze biofermentacji z fragmentów roślinnego DNA (np. z komórek dzikiego żeń-szenia azjatyckiego lub Centella asiatica).
Posiada identyczną zdolność stymulacji komórkowej i syntezy kolagenu, eliminując ryzyko alergii na białka rybne.
Kompleksy polisacharydowe pozyskiwane z korzenia opuncji, ekstraktu z okry (Abelmoschus esculentus) lub grzyba trzęsaka pęcherzykowatego (Tremella fuciformis). Zapewniają identyczną lepkość, zatrzymywanie wody w naskórku i właściwości łagodzące. W pełni zastąpią śluz ślimaka.
Pozyskiwany poprzez fermentację cukru z trzciny cukrowej przy użyciu bezpiecznych szczepów drożdży. Jest surowcem wysoce stabilnym, bezwonnym i całkowicie wolnym od zanieczyszczeń oceanicznych (np. metali ciężkich).
Wyciąg z rośliny Acmella oleracea, zwanej ziołowym botoksem, zawiera spilantol, który delikatnie rozluźnia mikronapięcia mięśniowe, dając efekt wygładzenia zmarszczek.
Ekstrakt z nasion piżmianu właściwego (Abelmoschus moschatus) dostarcza naturalnych składników, które idealnie odwzorowują zmysłowe, ciepłe i ambrowe nuty naturalnego piżma oraz cywetu, działając przy tym jako doskonały, roślinny utrwalacz zapachu w perfumach.
Połączenie masła shea, masła cupuacu i płynnego wosku jojoba idealnie odwzorowuje okluzyjne, natłuszczające i ochronne właściwości lanoliny. Z kolei woski carnauba i candelilla zapewniają połysk i twardość szminkom bez konieczności używania szelaku (wydzieliny owadów). Oleje z norek i emu, bogate w kwasy nienasycone, są w stu procentach zastępowane olejem makadamia i olejem z awokado, które wykazują identyczny profil kwasów tłuszczowych (w tym rzadki kwas palmitolejowy).
Aby upewnić się, że wybierany kosmetyk jest w pełni etyczny zarówno pod kątem braku testów, jak i braku składników pochodzących z cierpienia zwierząt, warto stosować prostą procedurę weryfikacyjną.
Dobrej jakości kosmetyk etyczny posiada jednocześnie certyfikat Cruelty-Free (np. Cruelty Free International) oraz certyfikat wegański (Vegan Action, The Vegan Society).
Zwracaj uwagę na małe różnice w nazewnictwie INCI. Przykładowo: Squalane (z literą „a”) to niemal zawsze wersja roślinna, podczas gdy Squalene (przez „e”) wymaga weryfikacji źródła u producenta.
Jeśli widzisz w składzie Sodium DNA, szukaj na opakowaniu informacji „bio-fermented”, „plant-derived” lub „phyto-”.
Zdaję sobie sprawę z tego, że czytanie długiej listy składników jest dość wymagające, więc jeśli chcesz zaoszczędzić czas, możesz skanować kosmetyki za pomocą aplikacji o radykalnym i bezkompromisowym podejściu, np. Cruelty Cutter, Bunny Free (głównie kosmetyki zagraniczne), czy nieco mniej radykalna: INCI Beauty.
Rezygnacja ze składników odzwierzęcych nie zawsze musi łączyć się z przejściem na dietę wegetariańską czy wegańską, ale oznacza wybór składników niewiążących się z niepotrzebnym cierpieniem, stresem czy śmiercią zwierząt dla zaspokojenia masowego konsumpcjonizmu.